Wojna o wiersz

Marcin Orliński

(„Przekrój” 2012, nr 16 (3485))

Günter Grass, Was gesagt werden muss, „Sueddeutsche Zeitung”, 04.04.2012

Wojna o wiersz


Antysemita, faszysta, esesman – to tylko kilka dział wytoczonych przeciw Günterowi Grassowi, którego wiersz Was gesagt werden muss (pol. Co musi zostać powiedziane) ukazał się niedawno na łamach „Sueddeutsche Zeitung”. Słynny pisarz krytykuje zachodnią politykę wobec Iranu. Sugeruje, że to nie Iran zagraża światowemu pokojowi, lecz Izrael, a Niemcy nie powinni go wspierać militarnie. Władze Izraela ogłosiły już, że autor ma zakaz wjazdu do kraju.

Zamierzam bronić Grassa. Nie tylko dlatego, że ataki na pisarza uważam za bezzasadne, ale także z tej przyczyny, że w ogóle warto walczyć o poezję we współczesnym świecie. Literatura to przestrzeń szczególna. To przestrzeń, w której najpełniej realizuje się wolność słowa. Wszyscy pamiętamy zresztą czasy, w których władza zamykała usta każdemu, kto ośmielił się zakwestionować odgórnie narzucony światopogląd. Nie twierdzę jednocześnie, że pisarzowi wszystko wolno. Wolność nie oznacza bowiem dowolności. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym bronić literatury nawołującej do nienawiści na tle rasowym lub religijnym.

Dlatego wiersz Grassa przeczytałem z uwagą. Czy rzeczywiście można się w nim dopatrzeć treści antysemickich? Nie sądzę. Autor unika patosu i moralizatorstwa, a ograniczona liczba środków stylistycznych świadczy raczej o zdrowym rozsądku i dystansie. Utwór nie jest skierowany ani przeciw Żydom, ani przeciw ich państwu. Stanowi jedynie krytykę określonej polityki Izraela i jego sojuszników wobec Iranu. Chodzi o rzekome prawo krajów zachodnich do prewencyjnego ataku. Grass zauważa, że jego kraj wysyła do Izraela kolejną łódź podwodną z przyczyn ekonomicznych, nie zaś – jak woleliby niektórzy – z potrzeby zadośćuczynienia. Jednocześnie nawołuje rządy Izraela i Iranu, by zgodziły się na swobodną kontrolę swojego potencjału nuklearnego przez jakąś organizację międzynarodową. Tylko w ten sposób uda się utrzymać pokój w regionie.

W czym więc problem? Nie wiem. Być może wszyscy przyzwyczailiśmy się już do niepisanej zasady, że państwa Izrael nie należy krytykować. Można mu jedynie przyklaskiwać. Pewnie dlatego już w pierwszych słowach Grass ustosunkowuje się nie tylko do tematu, ale i do samego aktu wypowiedzi: „Dlaczego milczę”. Pisarz zdaje sobie sprawę, że mówi rzeczy niewygodne, a przymus milczenia związany jest z jego pochodzeniem. No bo jak to? Niemiec, który za młodu został wcielony do Waffen-SS, nagle krytykuje państwo żydowskie? Nie do pomyślenia!

Dlaczego kwestia państwa Izrael to wciąż temat tabu? Czy kilkadziesiąt lat po holocauście wciąż nie potrafimy rozmawiać o polityce w tym regionie z dystansem i należytym krytycyzmem? Teza o zadośćuczynieniu nie jest bezpodstawna, jeśli wziąć pod uwagę trudną historię narodu żydowskiego i dług, jaki mają wobec niego Niemcy, ale nie bez znaczenia pozostaje również aspekt ekonomiczny – Zachód chętnie interweniuje tam, gdzie wietrzy interes. Stany Zjednoczone nie kwapią się do wprowadzania sił stabilizacyjnych na przykład w krajach afrykańskich, za to chętnie walczą o pokój tam, gdzie mogą zbić kapitał gospodarczy i polityczny.

Oczywiście można się z Grassem nie zgadzać. Iran to państwo totalitarne i niewiele wiadomo na temat jego programu nuklearnego. Teheran neguje holocaust i kwestionuje prawo Izraela do istnienia. Wciąż słyszymy o krwawych zamieszkach i sposobach irańskiego rządu na rozprawienie się z opozycją. Sytuację zaognia fakt, że kraj ten jest wspierany przez Rosję. Sprawa nie jest więc prosta, a gra toczy się między innymi o wskaźniki na amerykańskich i rosyjskich giełdach. A jednak to nie irańscy żołnierze otaczają Izrael i Stany Zjednoczone. Jest dokładnie na odwrót. Amerykańskie bazy wojskowe rozrzucone są wzdłuż granic Iranu: m.in. w Arabii Saudyjskiej, Iraku, Turcji, Turkmenistanie, Afganistanie i Pakistanie. Kto bardziej powinien się czuć zagrożony?

Podoba mi się apel Grassa o zaprzestanie milczenia. Podoba mi się jego krytyczne stanowisko – nie wobec jakiegokolwiek narodu, lecz wobec rządów zachodnich krajów, które podtrzymują fałszywy obraz konfliktu. Podoba mi się wreszcie styl z pogranicza liryki i felietonu. Bez niepotrzebnego nadęcia, z jakim w Polsce pisano na przykład wiersze po katastrofie smoleńskiej. Bez wytaczania ciężkich, symbolicznych armat, które – owszem – potrafią narobić hałasu, ale najczęściej niewiele mają wspólnego z obiektywną oceną sytuacji. A jeśli ktoś się nie zgadza z Grassem, proszę bardzo, niech mu odpowie w równie racjonalny sposób.


Źródło:

"Przekrój", Wojna o wiersz