Trakcje

Marcin Orliński


Płynne przejścia Poniższy zbiór aforyzmów i cytatów stanowi ostatni rozdział książki: Marcin Orliński, Płynne przejścia, Instytut Mikołowski, Mikołów 2011





* * *

Podróż z Warszawy do Gdyni. Pociąg: miejsce poza miejscem, pozbawione zarówno fizycznego gruntu, jak i abstrakcyjnej lokalizacji na mapie – jednocześnie statyczne i dynamiczne. Pomiędzy równoległymi i nieprzystającymi do siebie czasami.


* * *

Aforyzm nie musi być krótką maksymą czy lapidarną sentencją. Aforyzm częściowo zwalnia też autora z odpowiedzialności za całość i pozwala skupić się na fragmencie. Beata Mytych, omawiając twórczość Ginzburga, zauważa, że narodzinom myśli aforystycznej towarzyszył schyłek myśli systematycznej.


* * *

Friedrich Nietzsche: „Aforyzm rzetelnie wykuty i odlany nie został jeszcze przez to, że się go odczytało, ‘odcyfrowanym’; raczej teraz dopiero winno się zacząć jego wyłożenie, do którego potrzeba sztuki wykładania”.


* * *

Jean Baudrillard: „Dzisiejsza abstrakcja nie jest już abstrakcją mapy, sobowtóru, lustra czy pojęcia. Symulacja nie jest już symulacją terytorium, przedmiotu odniesienia, substancji. Stanowi raczej sposób generowania – za pomocą modeli – rzeczywistości pozbawionej źródła i realności: hiperrzeczywistości. Terytorium nie poprzedza już mapy ani nie trwa dłużej niż ona. Od tej pory to mapa poprzedza terytorium – precesja symulakrów – to ona tworzy terytorium”.


* * *

Za oknami migoczą pola, pastwiska, wsie. Jakaś kobieta na ulicy zawiązuje bucik dziecku, starszy mężczyzna pcha pod górę taczkę z gruzem, rodzina je obiad w ogródku, na małym cmentarzu staruszka zmiata z grobu liście.

Światy bliskie sobie i jednocześnie nieskończenie odległe.


* * *

Karol Maliszewski: „Być może wszystkiemu winien jest rytm. A więc to nie tylko wyrwanie się z codzienności, powodujące otwarcie się na język, na inkantacje i zaklęcia poetów, na tę całą melodyjną retorykę, nie tylko wypadnięcie z określonego ciągu automatyzmów i schematów, lecz również pobudzenie związane z umieszczeniem naszych ciał i zmysłów w pudle rezonansowym, jakim jest wagon i przedział. I wszystko wokół zaczyna grać i trzeszczeć, drgać, pulsować, pogwizdywać. Chyba tylko dzieci potrafią się oddać całkowicie temu rytmowi, zasłuchać z otwartą buzią. I niektórzy poeci. I jeszcze niektórzy czytający wiersze w pociągu. Bo proszę sobie wyobrazić, że tam dochodzi do ekstazy, do prawie śmiertelnego zejścia w głąb czasu”.


* * *

Interesuje mnie język, a w szczególności to wszystko, czym nie jest.


* * *

Zadziwiające, że w obrębie jednej, jak by się mogło zdawać, dziedziny, jaką jest poezja, istnieją tak różne poetyki, tak różne światopoglądy i nie dające się pogodzić koncepcje. Iwaszkiewicz nie dostrzegał poety w Leśmianie, Leśmian – w Tuwimie, a Herbert nazywał Przybosia „sklerozą awangardy”.

To zjawisko uderza, ponieważ brak zrozumienia nie dotyczy innej kultury, ba, nie dotyczy nawet innej dziedziny sztuki. Okazuje się, że dwóch polskich poetów żyjących w tych samych czasach może zupełnie inaczej rozumieć język, świat i człowieka. Myślę, że u źródeł tej różnicy leży coś pozajęzykowego i w gruncie rzeczy irracjonalnego.


* * *

Karol Maliszewski: „Czytelnik poezji buduje własne hierarchie często na przekór recenzjom, nominacjom, nagrodom i medialnej hucpie. Czytelnictwo poezji jest domeną kasty w niewielkim stopniu czułej na rynkowe strategie. Zainteresowanie medialne nie ma większego wpływu na dynamikę zmian w obrębie poezji, na falowanie trendów i dotyczyć może tylko egzotycznych obrzeży. Autentyczny ruch metafor i języków, przemieszczanie się znaczeń i stylów zachodzi w strukturach głębokich i procesach rozciągniętych w czasie słabo związanych z faktem, że jury poważanej nagrody nominowało w 1997 r. kolegę Pipkiewicza miast kolegi Fąfary”.


* * *

Czasem odczuwam nieodpartą potrzebę syntezy. Cieszę się z niej i jednocześnie się jej boję. Z jednej strony chciałbym znaleźć jakąś jedność w różnorodności, z drugiej – zastanawiam się, czy istnieje jakikolwiek łącznik między poezją Leśmiana i Iwaszkiewicza, Rymkiewicza i Różewicza, Białoszewskiego i Herberta.

Każda wypowiedź poetycka to osobny światopogląd, światoobraz, światoodczucie.


* * *

Zmienny krajobraz za oknem zalewa umysł mnóstwem barw i dźwięków. Zazdroszczę Maliszewskiemu, że stukot kół wprawia go w czytelniczy trans. Ja zawsze miałem problem z czytaniem w pociągu. Ciężko mi było skupić się na czymś innym niż sama podróż. Tak jakby mój umysł, nawykły do funkcjonowania w zorganizowanej strukturze miejskiej, nagle nie potrafił zdobyć się na abstrakcję i kapitulował w obliczu rozbudzonych zmysłów.


* * *

Najważniejsze, aby podróż pozostała moją podróżą. Ja: opowieść w ruchu.


* * *

Bohdan Urbankowski: „Poeta, czyli człowiek zwielokrotniony”.


* * *

Umberto Eco: „Pomiędzy tajemniczą historią wytwarzania tekstu a niekontrolowanym tokiem wszystkich odczytań tekst jako taki wciąż stanowi coś trwałego i ‘poręcznego’, coś, czego możemy się trzymać”.


* * *

Paul Coates pisze, że wielu pisarzy modernistycznych decydowało się na tworzenie w obcym języku, np. Przybyszewski, Rilke czy Eliot. „Posługiwanie się obcą kulturą, wobec której nie ma żadnych zobowiązań, pozwala dekadentowi – nawet w stosunku do niej – na zachowanie dystansu”.

Czy rzeczywiście chodzi o obcy język? A może o możliwość uzyskania nowej perspektywy, o nowy świat, który oto staje otworem przed piszącym?


* * *

Podejrzewam, że dobry pisarz jest jak dobry aktor: jednocześnie odtwarza zastany materiał i stwarza go na nowo – ten przemysł dotyczy zarówno przedmiotu literatury, jak i jej podmiotu. Istnienie w ruchu czy też, jak by powiedział Roman Honet, „życie w grze”.


* * *

Zabity deskami dworzec w Modlinie – niedostępna twierdza. Doskonała metafora problemu, z którym borykają się wszyscy pisarze świata.


* * *

Dwa bieguny sporu o relacje słowa i rzeczy. Pierwsze stanowisko: język jest przezroczysty i odnosi do rzeczywistości. Drugie, skrajnie odmienne: rzeczywistość jest językowi niedostępna, a słowa odnoszą tylko do innych słów, zgodnie z naturą struktury. Wszystkie historyczne stanowiska lokują się gdzieś pomiędzy tymi idealnymi poglądami. Nikt o zdrowych zmysłach nie wierzy bowiem ani w możliwość niewinnego, niezapośredniczonego nazywania świata, ani w językowy solipsyzm.


* * *

Witold Gombrowicz: „Śpiew jest bardzo odświętną formą wypowiedzi... Ale oto, w ciągu wieków, mnożą się śpiewacy – którzy, śpiewając, zmuszeni są przyjąć postawę śpiewaka – a ta postawa z biegiem czasu coraz staje się sztywniejsza. I jeden śpiewak podnieca drugiego, jeden drugiego utwierdza w coraz bardziej nieustępliwym zapamiętaniu się w śpiewie, ha, już nie śpiewają oni dla tłumu, już jeden śpiewa dla drugiego; i między nimi, na drodze nieustannej rywalizacji, ciągłego doskonalenia się w śpiewie, wytwarza się piramida, której szczyt dosięga niebios i którą podziwiamy z dołu, z ziemi, zadzierając nosy. To, co miało być chwilowym wzlotem prozy, stało się programem, systemem, profesją – i dziś jest się Poetą tak, jak się jest inżynierem lub lekarzem. Wiersz urósł nam do potwornych rozmiarów i już nie my nim rządzimy, ale on nami. Poeci stali się niewolnikami – i moglibyśmy określić poetę, jako istotę, która już nie może wypowiadać siebie, gdyż musi wypowiadać Wiersz”.


* * *

Gra przypadku i konieczności. Przekonanie o zupełnej przypadkowości tego, co wydarza się w życiu, wydaje się tak samo absurdalne jak wiara w absolutny determinizm.

W obu sytuacjach podmiot przestaje być istotą wolną.


* * *

Przygodność lektury. W epoce remake i misreading może się wydawać, że czytelnik zwolniony jest z obowiązku rzetelnej lektury. Nic bardziej błędnego! Właśnie teraz, jak chyba nigdy wcześniej, interpretowanie wiąże się z odpowiedzialnością zarówno wobec tekstu, jak i w stosunku do innych interpretacji. I stąd właśnie potrzeba ciągłego splatania i rozplatania świata, który oto dany jest nam poprzez tekst.


* * *

Czytelnik staje się krytykiem literackim nie w momencie napisania tej lub innej recenzji, ale w chwili zaangażowania się w tekst, podjęcia z nim dialogu i twórczej wymiany sensów.

Krytyka literacka: spotkanie między flirtem i kłótnią.


* * *

Nie tylko poezja pragnie być wolna, nie tylko ona pragnie się dowolnie mnożyć, szerzyć i rozmnażać. To samo dotyczy krytyki literackiej. Albo szerzej: tekstu.


* * *

Richard Rorty: „Ogólnie wiadomo, że z upływem naszego stulecia coraz bardziej rozciągano zakres terminu 'krytyka literacka'. (…) Krótko mówiąc, oznaczało to rozciągnięcie go na każdą książkę, która mogłaby dostarczyć kandydatur do naszego słownika finalnego”.


* * *

Siła cytatu. Autorzy powołują się często na wielkich pisarzy, rzucają nazwiskami. Jedni czynią to z umiarem i umiejętnie, trafiając w sam środek problemu. Inni strzelają na oślep, wierząc że może uda się im trafić. Tak czy inaczej, nie oszukujmy się – zacne nazwisko w tekście to zawsze element pisarskiego marketingu.


* * *

Martin Heidegger w końcowym okresie swojej twórczości staje się poetą. Porzuca analitykę dasein na rzecz obrazowych, metaforycznych przedstawień. Jego bohater zaczyna wędrować po lesie i polnych drogach.


* * *

Rozpaczliwa walka z językiem może przyjąć nawet postać czystej negacji lub wręcz agresji. Na okładce rękopisu Powtórzenia Soren Kierkegaard przekreśla kilka linijek tekstu, a następnie zamazuje słowo pomiędzy imieniem i nazwiskiem fikcyjnego autora swojej książki. Martin Heidegger w rozprawie W kwestii bycia skreśla słowo „sein”. Z kolei Jacques Derrida w znamiennym tekście O gramatologii przekreśla słowo „est”. Skreślenie słowa lub słów ma w tym wypadku charakter teatralny. Przekreślone słowo nie ląduje w koszu, ale jest powielane przez kolejne wydawnictwa, które drukują dzieło.

Demonstracja siły? Czy może – wprost przeciwnie – oznaka bezradności?

Ileż mamy takich gestów w literaturze! Pusta strona jako ostentacyjne milczenie. Urwana opowieść jako lęk przed wpływem. Nowa metafora jako demonstracja władzy. Oryginalny układ wersyfikacyjny jako stroszenie piór. Jeśli się dobrze zastanowić, całą literaturę można by potraktować jako historię salw i uników, mapę przemyślnych kampanii, w których autorzy poszukują własnego, najbardziej skutecznego fortelu.

Przeciw komu, przeciw czemu?


* * *

Literatura ma tę przewagę nad filozofią, że nie musi się z niczego tłumaczyć. Filozofia ma tę przewagę nad literaturą, że to właśnie ona ustala, kto co musi.


* * *

Mężczyzna w korytarzu pociągu (stara koszula, brudne włosy, papieros) zagaduje do mnie i zaczyna swobodnie mówić o swoim życiu, a ja nie wiem, co odpowiedzieć, i tylko uprzejmie kiwam głową.

Ginący gatunek ludzi, dla których każdy przypadkowo spotkany człowiek może być rozmówcą. Współistnienie z innymi i pośród innych w jakiś sposób wydaje się wiązać ze zdolnością snucia opowieści.

Opowieść: prezent dla drugiego człowieka.


* * *

Walter Benjamin: „Doświadczenie, przekazywane z ust do ust, jest źródłem, z którego czerpali wszyscy narratorzy. A pośród tych, którzy spisywali historie, wielkimi są ci, których zapisy niewiele różnią się od sposobu, w jaki mówią liczni bezimienni narratorzy”.


* * *

Heraklit: „Walka jest ojcem wszelkiego stworzenia”.

Czy zatem życie i literatura należą do tej samej przestrzeni fikcji, będącej wynikiem jakiegoś bliżej nieokreślonego wypadku, który miał miejsce w przeszłości?

Czy nie to chciał poniekąd powiedzieć Freud?


* * *

W kwestii autentyczności: nic bardziej autentycznego niż utrwalona maska.


* * *

Modernizm uśmiercił Boga. Człowiek stał się schizofrenikiem w gabinecie luster.


* * *

Bolesław Leśmian: „I była zgroza nagłych cisz! I była próżnia w całym niebie!/ A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie?”


* * *

Metafizyka. Pędzące żelastwo.

Młodzi poeci potrafią podjąć dialog z tradycją filozoficzną, twórczo czerpać z niej, a nawet z nią walczyć. Mam tu na myśli na przykład takich autorów jak Jacek Dehnel („zatłoczony zaświat nudystów”), Jaś Kapela („pozdro dla niebytu!”), Przemysław Owczarek („chuj z Atenami!”), Tomasz Pułka („dialektyka pięknych słów”), Dariusz Adamowski („leniwa rzeka Bug”), Marcin Perkowski („dzień – kolejny z serii – zatytułowany: wszystko płynie”), Michał Murowaniecki („rzeka nie płynie, ale szuka ujścia”) czy warszawscy neolingwiści („Centrum to stacja metra”).


* * *

Rene de Costa: „Poezja – to, co zwykło się uważać za prawdziwą poezję – atakuje nas z zaskoczenia. W przeciwieństwie do śpiewnych wersów, które w dzieciństwie wpajano nam siłą i które w niezatarty sposób zapisały się w naszej pamięci językowej, poezja, prawdziwa poezja, jest odkryciem osobistym. Nagle zbiór słów nabiera wyjątkowego sensu, nierzadko rezerwowanego wyłącznie dla nas. Dlatego doświadczenie poetyckie, jakiemu poddajemy się bez wysiłku, jest zwykle trudne do wyjaśnienia, zwłaszcza wtedy, gdy usiłujemy wyjaśniać, posługując się innymi słowami. Z tego samego powodu czytelnicy poezji są nieprzejednani, kiedy odkrywają głos czy wyobraźnię znanego poety w wierszach drugiego twórcy. Domagamy się oryginalności i niemal organicznie odrzucamy powtórzenia. Rezygnujemy z lektury nowego zbioru wierszy, kiedy odnosimy wrażenie, że czytaliśmy to już gdzie indziej, że inny poeta wypowiedział to wcześniej”.


* * *

Wypadek. Mężczyzna pod kołami pociągu z Warszawy do Poznania. Choć od tego wydarzenia minęło wiele lat, pamiętam, że było duszno i parno. Skład przez dwie godziny stał w szczerym polu. Jakaś dziewczynka z plastikowym wiatrakiem na korytarzu śpiewała w kółko wesołą, popularną piosenkę.

Wyobrażałem sobie, że na torach leży Edward Stachura. A w jego ciele: Stanisław Korab-Brzozowski, Jan Lechoń, Tadeusz Borowski, Rafał Wojaczek, Aleksander Wat, Andrzej Babiński…


* * *

Friedrich Nietzsche: „W zasadzie jestem każdym nazwiskiem z historii”.


* * *

Z jednej strony tekst, z drugiej – cytaty i przypisy. Co zajmuje więcej miejsca na stronie?


* * *

Friedrich Nietzsche: „Pomyślmy zwłaszcza o tworzeniu pojęć: każde słowo staje się od razu pojęciem wskutek tego, że właśnie nie ma ono służyć jako przypomnienie jednorazowemu i całkowicie jednostkowemu praprzeżyciu, któremu zawdzięcza swe powstanie, lecz musi też nadawać się do niezliczonych, mniej lub więcej podobnych, tzn. ściśle biorąc nigdy nie jednakowych, a więc do czysto niejednakowych przypadków. Każde pojęcie powstaje przez zrównanie nierównego. Tak więc choć jeden liść na pewno nigdy nie jest zupełnie identyczny z innym, to pojęcie liścia, ukształtowane przez abstrahowanie od tych indywidualnych różnic, przez zapomnienie o tym, co je różni, rodzi teraz wyobrażenie, jakoby w przyrodzie oprócz liści istniało jeszcze coś w postaci ‘liścia’, jakaś praforma, na wzór której wszystkie liście zbudowano, nakreślono, wykrojono, zabarwiono, pofałdowano, przemalowano, ale niewprawnymi rękami, w rezultacie czego żaden egzemplarz nie wypadł poprawnie i należycie jako wierny obraz praformy”.


* * *

Prawda za wszelką cenę – oto szaleństwo w najczystszej postaci.


* * *

Edward Stachura: „Teraz przypuszczam, że nie wiedziałem, dlaczego pisałem wiersze, kiedy je pisałem. Ale chyba na pewno chodziło o przebijanie się do przodu poprzez pajęczyny, sieci i inne zasadzki obłędu, poprzez ponure katakumbowe paranoidalne i paniczne krainy strachu i poprzez zwodniczych omamicznych marzeń gęste lepkie chaszcze. Chyba na pewno chodziło o to, bo w ogóle idzie o to. O przebijanie się do polany wielkiej, 'pustej', gdzie nic już nie stoi na przeszkodzie, żeby siebie zobaczyć...”


* * *

Josif Brodski: „Ten, kto pisze wiersz, pisze go dlatego, że język podpowiada mu lub po prostu dyktuje następną linijkę. Zaczynając wiersz, poeta na ogół nie wie, jak go skończy, i niekiedy odczuwa wielkie zdumienie na widok tego, co wyszło, bo często wychodzi coś lepszego, niż oczekiwał, często myśl jego dociera dalej, niż się spodziewał. (...) Ten, kto pisze wiersz, czyni to przede wszystkim dlatego, że kolosalnie przyspiesza wtedy własną świadomość, myślenie, percepcję świata. Raz doświadczywszy takiego przyspieszenia, człowiek nie jest już w stanie zrezygnować z powtórzenia eksperymentu, wpada w zależność od tego procesu, jak wpada się w zależność od narkotyków lub alkoholu. Moim zdaniem, właśnie człowiek, który znalazł się w podobnej zależności od języka, nazywa się poetą”.


* * *

John Dewey: „Tylko to, co lokalne, jest uniwersalne, na nim budowana jest wszelka sztuka” .


* * *

Jacques Derrida: „Che cos'e la poesia? – Któż ośmiela się o to pytać? Nawet jeśli to nie jest jasne, jako że niejasność ustanawia tu własne prawa, to odpowiedź musi powstać pod dyktando. Jam jest dyktandem, głosi poezja, weź mnie do serca i naucz się mnie na pamięć, odtwórz w sobie, czuwaj nade mną i strzeż mnie, dostrzeż mnie, mój dyktat, tuż przed sobą: ścieżka dźwiękowa, wake, ślad światła, fotografia uroczystości żałobnych. (...)

Odpowiedź dana jest pod dyktando i sama jest poezją. Z tego powodu musi się do kogoś zwracać, szczególnie do ciebie, niczym do istoty anonimowej, zagubionej między miastem i naturą, do tajemnicy podzielonej między sferę publiczną i prywatną, zarazem tu i tam, z dala od wnętrza i zewnętrza, ni tu, ni tam, do stworzenia rzuconego na drogę, absolutnie, samotnie, zwiniętego w kłębek, doskonale bliskiego sobie, po którym z tych samych powodów można przejść. Oto on: jeż, istrice”.


* * *

Ernesto Mejia Sanchez: „Napisać/ wiersz to wspominać/ przyszłość. To dziecko począć/ w grobie.”


* * *

Jeśli coś jest możliwe w języku, jest też możliwe w poezji.


* * *

Monotonny pejzaż za oknem między Iławą a Malborkiem. Dla kogoś nawykłego do miejskich ulic i budynków krajobrazy wydają się w pierwszej chwili nierozróżnialne.

Wyjechałem z miasta, ale miasto nie wyjechało ze mnie.


* * *

Julio Cortazar: „Dlaczego tak daleko od Bogów? Może właśnie dlatego, że pytamy. Ale cóż? Człowiek jest zwierzęciem pytającym. Tego dnia, gdy rzeczywiście nauczymy się stawiać pytania - zaistnieje dialog. Tymczasem pytania rozpaczliwie oddalają od nas odpowiedzi. Jakiejż możemy oczekiwać Epifanii, skoro dusimy się w jednej z fałszywych wolności, w dialektyce judeo-chrześcijańskiej. Potrzebujemy jakiegoś 'Novum Organum' prawdy, trzeba na oścież otworzyć okna i wszystko wyrzucić na ulicę, a przede wszystkim samo okno i nas wraz z nim. Śmierć albo wzlot. Musimy tak zrobić, tak czy inaczej, ale musimy. Mieć odwagę wkroczyć na przyjęcie, na głowie olśniewającej gospodyni złożyć cudowną zieloną ropuchę, podarunek nocy, i bez zmrużenia oka znieść zemstę lokajów” .


* * *

Sposób używania języka – źródło poetyckości?


* * *

„Zabrać ze sobą do grobu”. To przecież świetna metafora aktu pisarskiego! Tragizm zapisu polega wszakże na śmierci przedmiotu, który zostaje unieruchomiony przez przekaz. Zabrać do grobu to z jednej strony unieruchomić coś w piśmie, z drugiej zaś – pozostawić przestrzeń tajemnicy. Staruszka zabiera do grobu nie przepis, ale prawdziwą, ciepłą i pachnącą potrawę, której już nikt nigdy nie skosztuje.

Zostaje pismo – książki kucharskie, klepsydry. Ale pismo rządzi się swoimi prawami.


* * *

Radolphe Gasché: „Dekonstrukcyjne cofnięcie się chroni pragnienie przed spełnieniem się i zastygnięciem w jakiejś konkretnej konstelacji”.


* * *

Szukanie człowieka: czyż nie na tym polegały dążenia wielkich pisarzy i myślicieli? Czyż nie wokół tego mrocznego miejsca po dziś dzień wirują powtórzone i przetworzone myśli tych wszystkich Homerów i Sokratesów?


* * *

„Ku tobie tańczę, twym śladem wciąż podążam dalej”. W ten sposób Nietzsche zwracał się do życia, sugerując, że sposób mówienia o nim musi mieć jednocześnie coś z rytuału i zabawy, z powtórzenia i dialogu.


* * *

Literatura składa się z luster. To oznacza, że nie istnieje język prywatny. Każdy język jest zawsze publiczny, w tym sensie, że jego znaki są intersubiektywnie zrozumiałe i intersubiektywnie komunikowalne (nawet najbardziej niezrozumiałe dzieła składają się ze zrozumiałych znaków). Dzisiaj wierzymy, że w procesie poznania pierwotny jest nie podmiot (kartezjańskie cogito), ale jego relacje ze światem. Dopiero te relacje (flirt, kłótnia?), pozwalają zrozumieć, że uczestniczymy w wielkim, nieskończonym dialogu, który trwa mniej więcej od dwóch i pół tysiąca lat. Otwierając książkę czytelnik wchodzi więc do gabinetu luster, w którym uświadamia sobie, że jest katolikiem lub ateistą, bohaterem lub tchórzem, wojownikiem lub rolnikiem. I że istnieje wiele „prawd”, z których żadna nie posiada pozycji z góry uprzywilejowanej.


* * *

Z feerii dosłownych i alegorycznych sensów, jakie niesie z sobą literatura, niczym neon wyłania się ten sens najgłębszy, Heideggerowski – obietnica zrozumienia siebie i otaczającego świata, obietnica zmierzenia tętna nagiej egzystencji. Lektura najpierw uczy nas sensu słowa „sens”, a potem obdarza sensem wszystko, co tylko znamy. Przestrzeń, którą tworzą teksty, a w szczególności teksty poetyckie i filozoficzne, rośnie wokół czytelnika jak botaniczny ogród, a w końcu otula go ze wszystkich stron, przenika do jego wnętrza i bezpowrotnie zmienia.


* * *

Świat, który nas otacza, nie jest nam dany bezpośrednio. Pośrednikiem pomiędzy nami i światem jest znak. Z jednej strony literatura odsłania to, co bez niej pozostawałoby zakryte, z drugiej zaś – uczestniczy w stwarzaniu świata, dodając coś od siebie do istniejących znaków lub do powiązań między nimi. Szczególnym znakiem rzeczywistości jest oko, które umożliwia zaistnienie każdego pejzażu i każdej pustki.


* * *

Raz przejrzawszy się w lustrze, czytelnik, który przede wszystkim interesuje się sobą, pragnie ten akt powtórzyć. I być może będzie go powtarzał w nieskończoność. Czytelnik naświetla się literaturą od różnych stron i odkrywa nowe znaczenia własnego imienia. Na nowo odkrywa swoją pamięć, która za sprawą lektury sama ulega przemianie. Ewolucja pamięci to nic innego jak kolejne zmiany masek. Im więcej lektur, tym większa wiedza i samowiedza. A także świadomość własnego miejsca we wszystkich możliwych światach. Na tym właśnie polega ironia.


* * *

Inność. Literatura demonstruje inne sposoby patrzenia na rzeczywistość i objawia wcześniej zakryte powinowactwa pomiędzy jej znakami. W pierwotnym sensie słowo prawda (gr. aletheia) oznacza to, co nie zakryte. Jedną z podstawowych funkcji literatury jest więc ciągłe odkrywanie, odsłanianie kolejnych obszarów lub aspektów rzeczywistości. Po wielkiej lekcji, jaką nam dał modernizm literacki i filozoficzny, nic nie jest już „tym samym”. Tekst potraktowany jako zagadka powoduje, że także innych ludzi zaczynamy postrzegać jak zagadki, a więc w obcowaniu z nimi zakładamy, że proces ich poznania nigdy nie jest skończony. W ten sposób rodzi się szacunek do Innego. Dzięki temu również siebie samego czytelnik zaczyna traktować jako zagadkę, czyli problem, który odtąd przez całe życie będzie próbował rozwiązać.


* * *

Czesław Miłosz pisał, że „literatura to turniej garbusów”. Być może wszyscy jesteśmy garbusami. Nie rozumiemy swojego życia. Nie wiemy, dlaczego popełniamy błędy, i nie mamy pojęcia, jak należy żyć. Literatura nie odpowie ostatecznie na żadne z pytań, które nas nurtują. Pozostawi więcej znaków zapytania niż odpowiedzi. Jednakże mnożenie znaków zapytania ma sens – pytajniki, wirując wokół pustego miejsca, nadają mu coraz bardziej określony kształt. W tym pustym miejscu, które często nazywamy człowiekiem, pulsuje coś pośredniego między diagnozą i prognozą, między naturalną koniecznością i etyczną powinnością.

Właśnie w tym miejscu się spotykamy, ty i ja, oboje tak samo winni i niewinni, tak samo piękni i straszni, brat i siostra, którzy podają sobie rękę w ciemnej, pustej ulicy.


* * *

Rzeczywistość wirtualna. Słowo „wirtualny” pochodzi ze średniowiecznej łaciny. Virtualis znaczyło tyle, co skuteczny. Czy rzeczywistość wirtualna, której fundament stanowi technologia, nie jest rzeczywistością tak doskonale podporządkowywaną człowiekowi, że wszelkie jego działania stają się po prostu coraz bardziej skuteczne?

Jeśli tak, to rzeczywistość wirtualna musiała narodzić się wraz z Oświeceniem, czyli – zgodnie z rozpoznaniami Horkheimera i Adorno – w czasach, kiedy żył Homer (skądinąd jeden z najbardziej wirtualnych pisarzy w historii).


* * *

Gubię wątki, mylę notatki. Zdania rozsypują mi się przed oczami. Podnoszę wzrok. Naprzeciw mnie dwie starsze panie rozprawiają o zniżkach na bilety. Z prawej strony młody chłopak ze słuchawkami na uszach kiwa się w takt muzyki. Przecieram oczy, wypijam wodę z butelki i wracam do lektury.

Chyba minęliśmy Tczew.


* * *

Ryszard Kapuściński: „Im bardziej się w coś wgłębiasz, tym więcej masz wątpliwości, tym częściej ogarnia cię niepewność.”


* * *

Sens – wypadkowa przypadku i konieczności. Technika posługiwania się językiem to coś, co można sprecyzować, nazwać i czym można się świadomie posługiwać (reguły gramatyczne, historia literatury, a także socjologia, psychologia, marketing itd.). Inaczej jest z drugą stroną języka. Co to jest? Intuicja, geniusz twórcy? A może po prostu czas, który w ten lub inny sposób daje o sobie znać.

W efekcie powstaje literatura – dziwna przestrzeń realnej fikcji, niemożliwy świat tysiąca możliwości, kalejdoskopowy zapis, którego nie imają się narzędzia żadnych zegarmistrzów.


* * *

Karol Maliszewski: „Chwilami postrzegam 'Nieszufladę', ten ruch duchowy, jako fragment odwiecznej świadomości losu i formy, żywą część historii literatury, czyli historii rozmawiającego ze sobą ducha. W gruncie rzeczy w tzw. życiowym spełnieniu chodzi o rosnące w nas poczucie, że świadomość ogarnia coraz więcej.”


* * *

„Ogłaszamy śmierć kartki papieru, ale nie boimy się grzebać w trupach. Wybieramy ekran, na którym słowa pojawiają się i gasną, jakby ich nigdy nie było. Wybieramy zmianę, modyfikację i kolejne wersje systemu” (Marcin Cecko, Maria Cyranowicz, Michał Kasprzak, Jarosław Lipszyc, Joanna Mueller, Manifest neolingwistyczny).


* * *

Norwid: „Sukces bożkiem dziś jest”.


* * *

Marian Stala: „Słowa Norwida brzmią aktualniej i groźniej niż przed laty, bo też dawno już filozofia sukcesu nie święciła – w życiu i literaturze – tak wyraźnych tryumfów jak dzisiaj, w Polsce lat dziewięćdziesiątych. Kluczowym momentem owej filozofii jest szczególny kult doraźności i skuteczności działania. Najpierw więc chodzi o to, by się nie spóźnić, by zdążyć na czas, by być blisko chwili i związanych z nią nastrojów. Potem: chodzi o to, by zwrócić na siebie uwagę, by – choćby przez chwilę – podobać się lub budzić niechęć.”


* * *

Anna Janko: „Mówimy: wirtualny świat, i powszechnie wiadomo, o co chodzi. Ale o co chodzi w istocie? Stworzyliśmy, a raczej cały czas stwarzamy, niekończący się zapis w przestrzeni ducha, jakiś całkiem żywotny i na pewno przedśmiertny Tamten Świat, do którego wchodzimy, kiedy chcemy, bez ciała, wolą i umysłem”.


* * *

Richard Rorty: „Jeśli kiedykolwiek zdołamy pogodzić się, że rzeczywistość ma się w przeważającej mierze nijak do naszych jej opisów i że ludzka jaźń powstaje w procesie użytkowania słownika, a nie zostaje w nim trafnie bądź nietrafnie wyrażona, wówczas przyswoimy sobie wreszcie to, co było prawdziwe w romantycznej idei, iż prawdę stwarza się, a nie odkrywa”.


* * *

Czasopisma z kiosku: kolorowe reklamy i czarno-białe klepsydry.


* * *

Czym jest produkt? Być może niesfornym dzieckiem Erosa i Tanatosa. Zadaniem produktu jest zwielokrotnienie przyjemności i odroczenie cierpienia.


* * *

Lektura to zabawa dosyć niebezpieczna.


* * *

Trakcje komiczne: uatrakcyjnianie świata, zabawianie go.


* * *

Współczesność, czyli: równoczesność. Koniec historii, upadek fabuły i równoległe, odwrócone od siebie wieczności.


* * *

Marshall McLuhan: „Gdy podejmiemy kiedyś próbę oceny przeszłości, wcale niewykluczone, że do sukcesów epoki rynku masowego zaliczymy nie tylko stworzenie ładu światowego w obrocie towarowym, lecz także w tworzeniu piękna”.


* * *

Walter Benjamin: „W zastępowaniu dawnej relacji informacją, a informacji sensacją ujawnia się wzrastający zanik doświadczenia”.


* * *

Niegdyś świat składał się z sensów. Sens ma naturę wertykalną – sięga w głąb. W XX wieku sens wyparła informacja, która ma strukturę horyzontalną i dla której nie ma innej sankcji etycznej i estetycznej jak tylko inne informacje. Mam wrażenie, że dzisiaj nastąpiła kolejna zmiana: wertykalny sens i horyzontalna informacja zostały wyparte przez punktowe info.

Info – rzeczywistość w pigułce.


* * *

Leo Spitzer: „Wyeliminowanie z przedstawionej rzeczywistości człowieka, skoncentrowanie się na płodnej Naturze i cudzie objawienia się soku pomarańczowego w drugstorze, wprost przed naszymi oczyma, świadczy o zastosowaniu przez twórcę chwytu poetyckiego. Dzięki niemu bowiem zwyczajna przyczynowość codzienności (prawa podaży i popytu, skali produkcji i poziomu cen) ulega zawieszeniu. Zastępują ją inne prawa – prawa Natury i cudu”.


* * *

Propaganda i reklama, XI-wieczne portale kościelne i XXI-wieczne portale internetowe. Komunikacja masowa wykorzystuje naturalne predyspozycje odbiorcy do ulegania znakom. Uległość jest możliwa, ponieważ ludzki umysł działa w ściśle określony sposób: lubi, oczekuje, marzy, odpoczywa, męczy się, skupia, ignoruje. Z punktu widzenia dyskursu władzy jest tylko jeden sens istnienia królestwa znaków: przekonać do siebie człowieka, przyciągnąć go, pochłonąć i zwrócić odmienionego.


* * *

William Blake: „Przemienili się w to, co ujrzeli”.


* * *

Dobry styl, świetna poetyka, genialne ujęcie tematu – oto słowa czytelnika, który uległ określonemu pisarzowi. Ale dlaczego mu uległ? Bo autor go uwiódł. Wykorzystał jego umiejętności percepcyjne i intelektualne, a następnie obrócił przeciwko niemu. Pisarz okazał się mieć szerszy lub ciekawszy „krąg znajomości” niż jego konkurenci, a przecież nie ma na świecie osoby bardziej towarzyskiej niż czytelnik!


* * *

Komunikacja masowa jako nowe Średniowiecze: sztuka reklamowa, podobnie jak sztuka sakralna, znosi pojęcie autorstwa. Warto zwrócić uwagę na pochwalny charakter obu dziedzin i cel, by trafić do jak największej liczby odbiorców.


* * *

Walter Ong: „Wreszcie, sekwencyjne i przestrzenne przetwarzanie słowa, rozpoczęte pismem, a doprowadzone do wyższego stopnia intensywności poprzez druk, zostało jeszcze bardziej zintensyfikowane przez komputer, który maksymalizuje związane słowa z przestrzenią i z (elektronicznym) ruchem w miejscu oraz optymalizuje sekwencyjność analityczną, czyniąc ją w efekcie momentalną”.


* * *

Link: przypis do przypisu. Za linkiem, przypisem czy tytułem kryje się tak naprawdę to samo – semiotyczne naznaczenie, kierunkowskaz.


* * *

Marshall McLuhan: „Przekaźnik jest przekazem”.


* * *

Utwór literacki to pieczęć straszliwa. Uprawiać literaturę oznacza oddawać swój umysł i ciało czasowi. Ale czymże jest czas w literaturze, jeżeli nie piekłem równoczesności, wielością, która wpędza nas w szaleństwo?


* * *

Edward Stachura: „Tu i tam, i tam, i tam, i tu”.


* * *

Michael Foucault: „Ale przede wszystkim winniśmy zakwestionować te jednostki, które narzucają się najbardziej bezpośrednio: książka i dzieło”.


* * *

Johann W. Goethe: „Jestem tym duchem, który zawsze przeczy!”.


* * *

Michael Foucault: „Chodzi o bunt wiedzy. Nie tylko przeciwko treściom, metodom lub pojęciom jakiejś nauki, ile w pierwszym rzędzie przeciwko efektom centralistycznej władzy, związanej z instytucją i funkcjonowaniem zorganizowanego dyskursu naukowego w społeczeństwie takim jak nasze.”


* * *

Tak naprawdę jest tylko jeden temat ostateczny: życie.


* * *

Słowa oddziałują na nas, a my oddziałujemy na słowa. Ale słowa (lub szerzej: całości znaczeniowe) to przecież momenty różnych czasów. Można więc powiedzieć, że choć nasze zegarki wskazują tę samą godzinę, wszyscy żyjemy w różnych epokach. Dialog i porozumienie są możliwe tylko wtedy, gdy przezwycięży się czas.


* * *

Zapis: przeszłość w czystej postaci.


* * *

Wzory fizyczne generują pytanie o naturę świata. Czas, występujący w postaci kwadratowej (t2), zmusza teoretyków do pytania, dlaczego podstawienie do wzoru wartości ujemnej i dodatniej daje w efekcie identyczny wynik.

Czy podobną operację można przeprowadzić na znaku? Pierwiastek ze znaku równałby się jednocześnie skutkowi i przyczynie.


* * *

Równiny zniknęły, ustępując miejsca nadmorskim wzniesieniom. Gdyńskie zabudowania zalane słońcem przywołują nagle wspomnienie lat dziecinnych. Stara, dobra, niebieska Dacia, która co roku wiozła naszą rodzinę do małej miejscowości nad Bałtykiem. Pobudka o wczesnej godzinie, intensywne pakowanie, a potem podróż drogą numer 7. Te wszystkie migotliwe przystanki na parkingach w leśnej scenerii, zapach świeżych pomidorów i cebuli, pomieszany z zapachem benzyny, wesołe piosenki, słońce.

Czyż starzejąc się, nie stajemy się rówieśnikami swoich rodziców?


* * *

Czy możliwy jest powrót do przeszłości? To, co niemożliwe w świecie fizycznym, zdarza się w języku. Być może Pierre Menard miał tylko jedno pragnienie: przenieść się w czasie.


* * *

Umysł, który uwolnił się z biegu historii, staje się w tej samej mierze wolny i samotny. Zerwanie więzi z chronologią to moment, w którym musi podjąć absolutną odpowiedzialność za siebie, porzucić wszystko, co znane, i odnaleźć nowy porządek w chaosie. Kto podjął wyzwanie rzucone przez czas, ten w pełni rozumie przygodność języka i mroczne prawa, jakie nim rządzą.

Być może to chcieli poniekąd powiedzieć poststrukturaliści.


* * *

„Jestem hieroglifem” – mówi poeta postmodernistyczny. Nie, hieroglifem był poeta modernistyczny. Poeta postmodernistyczny jedynie chciałby nim być.


* * *

Spotkanie. I te szalone akrobacje na linie rozpiętej pomiędzy białą rękawiczką a narządem do przeszczepu.


* * *

Po wielu godzinach pociąg w końcu wjeżdża na dworzec. Spoceni pasażerowie ściągają bagaże z półek. Ktoś się przepycha z dużym plecakiem. Komuś rozsypują się cukierki. Po wyjściu odkrywam, że w przedziale zostawiłem jedną teczkę z notatkami.

Jest już za późno, by wracać.


* * *

„Witaj.”