Paluszki dziecka

Marcin Orliński

(Beata Patrycja Klary, Zabawa w chowanego, "Zeszyty Poetyckie", Gniezno 2011).


Liryka post-funeralna? Wirtualne spotkanie z Tanatosem? Errata do Kochanowskiego? Lubię poezję, o której trudno mi pisać. Opór, jaki stawia tekst podczas lektury, ujawnia jego odrębność, oryginalność, moc. Czasami wprawia czytelnika w zadumę, innym razem zadziwia, a nawet wywołuje frustrację. Czegoś podobnego doświadczam, kiedy czytam najnowszy tom wierszy Beaty Patrycji Klary Zabawa w chowanego.

Po odważnym tomiku Szczekanie głodnych psów, w którym poetka zaryzykowała formę z pogranicza wulgarnego erotyzmu, oto czytamy książkę poważną i niepokojącą. Co więcej, mam wrażenie, że Klary w podobnym tonie potrafi mówić o miłości, brudzie, zabawie i cierpieniu. To narracja nawiązująca do języka naturalnego, ale wzbogacona o wiedzę z zakresu literaturoznawstwa. Jeśli więc autorkę Zabawy w chowanego można nazwać orędowniczką potoczności, to tylko z tym zastrzeżeniem, że jest to potoczność intelektualna i subtelna.

Na książkę składa się cykl ponowoczesnych trenów, które poprzedza motto z Jana Kochanowskiego. Klary ma prawo sięgnąć do tradycji poezji funeralnej nie tylko ze względu na temat, jakim jest śmierć bliskiej osoby, ale także dlatego, że potrafi go w oryginalny sposób rozwinąć. Kompozycja tomu nawiązuje do tradycyjnego porządku epicedium, z którego w swoich trenach korzystał Jan Kochanowski. Klasyczny schemat retoryczny zostaje tu jednak naruszony, a poetka dokonuje próby odświeżenia języka lamentu.

Warto się przyjrzeć z bliska, jak wygląda owa „poważna potoczność” w wykonaniu Klary. Pierwszy utwór zaczyna się od przeczucia, że nastał dzień, „w którym powinno się coś stać”. Po luźnej z pozoru konstatacji, że nie żyje kilka znajomych osób, bohaterka opisuje film z udziałem Moniki Belucci, który ogląda w serwisie internetowym YouTube:

Nie wiem co wypada, lub czego
nie wypada pisać, ale im wolniej rozstawia nogi, tym szybciej
/ oddycham. Wysysam
jej miękkość jak pasożyt skorupę ślimaka. Kończy się dzień,
/ w którym coś
powinno się stać. Dzwoni telefon: ojciec nie żyje.

Trudno chyba o bardziej współczesną perspektywę: proza dnia codziennego, ekran komputera, nowe technologie, szum informacyjny i… nagła wiadomość o tragedii. Warto zauważyć, że już w pierwszym utworze Klary umieszcza tradycyjny, symboliczny tandem miłości i śmierci. Mocna puenta to oczywiście nie tylko rodzaj wyznania. To zakrojone na ekonomiczny zysk wyjście poza źródło, którym może być zarówno poezja Jana Kochanowskiego, jak i sam Bóg. Słowem, osobista utrata zyskuje tu rangę uniwersalną, metafizyczną i wymyka się nawet teorii Freuda na temat zabójstwa ojca. Jak powie poetka w innym wierszu: „Nie dlatego umarli bogowie, że rozbiliśmy ich posągi. To stało się / bez naszego udziału.”

„Wypadek to bardzo dziwna rzecz, nigdy go nie ma, dopóki się nie wydarzy”, pisał w egzystencjalistycznym tonie Alan A. Milne. Perspektywa absurdu doskonale pasuje do sytuacji, jaką przedstawia w swoim tomiku Beata Patrycja Klary. Paradoks nagłej tragedii polega na jej nieprzewidywalności. Człowiek jest istotą, która lubi panować nad swoim życiem i przygotowywać się na różne okoliczności. Tym bardziej na sytuację graniczną, jaką stanowi śmierć. Tymczasem właśnie śmierć potrafi zaskoczyć najokrutniej. Jak pisze poetka, „Gdyby chociaż jakaś szpitalna epikryza. Carcinoma solidum zatwierdza wyrok i można się wtedy / przygotować, choć i tak wiadomo, że przygotować się nie da. Dobry obiad, jeszcze lepsza kawa. / Przypomnij mi, żebym jutro zadzwonił do Zosi”.

Bohaterka tomu Zabawa w chowanego ucieka w dziwną zabawę. To zresztą nawet nie ucieczka, a raczej próba zagadania otchłani, ocalenia minionego, zrozumienia nieodwracalnego. Dlaczego dziwna? Ponieważ nie nosi wyraźnych znamion gry, a więc nie służy przyjemności i nie odwraca uwagi. Nie ma tu mowy o śmiechach w ciemności, które słyszeliśmy na przykład w poezji Dariusza Suski. Pole do zabawy stanowi tu tak naprawdę tradycja, a porządek czynności pogrzebowych okazuje się czymś perwersyjnym. O dziwo, autorce udaje się zachować powagę i w skupieniu śledzić poczynania żałoby.

Z poezji Klary wyłania się antropologia, która jest mi bliska. Podejrzewam, że może też być bliska innym czytelnikom współczesnej poezji. Człowiek to białko i tlen pchany przez naczynia. Ten chłodny ogląd urzeka swoją trafnością i radykalizmem. Nie ma tu ideologii. Nie ma złudzeń. Jest za to konsekwentny, metafizyczny minimalizm. Podobną perspektywę można znaleźć na przykład u Jacka Dehnela (Brzytwa okamgnienia). Pod względem tematycznym projekt Klary bardziej przypomina jednak tom wierszy Lacrimosa Radosława Kobierskiego, który śmierć ojca próbował rekompensować w przestrzeni wyobraźni i snu. Klary zadaje zresztą ogólne pytanie o rolę poezji w obliczu nieuniknionego. Odczuwa rozczarowanie powinnościami, jakie na poetę narzuciła tradycja: „Poeci, którzy są po to, by się / przyglądać, nie zdobywają samorodków. Piszą do siebie Kawafisem, albo budują światy, / w których złoto nie ma znaczenia”.

Książka Zabawa w chowanego to zatem poruszająca opowieść o tragedii, która we wrażliwy umysł młodej intelektualistki uderza z chirurgiczną precyzją. Ale niepokój, który odczuwa czytelnik, wiąże się z czymś jeszcze. Ustanowiona na początku tomu perspektywa, powstała przez zderzenie opisu kobiecego ciała i śmierci ojca, odsyła do innych rejestrów i nastraja wzrok na drobne, ale bardzo wyraźne ślady cielesności. Oczywiście w perspektywie historycznoliterackiej można się tu doszukiwać kontynuacji w stosunku do poprzedniego tomu, w którym wulgarność stanowiła coś w rodzaju ujścia dla wewnętrznego konfliktu bohaterki. Można jednak spróbować prześledzić ten nieoczekiwany mariaż tylko w obrębie omawianej książki. W jednym z wierszy Klary pisze o „delikatnych kroczach pająków”. W innym już bardziej dosadnie: „Było mi obojętne, jakie dadzą kwiaty, ale teraz widzę, że białe gladiole lepsze są od lilii. Blisko / im do symboliki biedronki w pobliżu kobiecego krocza”.

Być może odczuwalna fizyczność własnego ciała pozwala bohaterce oswoić śmierć ojca, którą przecież postrzega w kategoriach biologicznych. Ta zabawa w chowanego może czasem zdumiewać, jednak lekkość, z jaką poetka przechodzi od jednego porządku do drugiego, zdaje się potwierdzać przypuszczenie, że tak naprawdę dobra jest każda kompensacja, jeśli tylko okazuje się skuteczna. Co więcej, kobiece krocze jawi się tu raczej w odniesieniu do porodu, a nie miłości fizycznej:

Nie chodzę w sukienkach, a przecież ojcowie najbardziej
/ lubią córki z łydkami
w niewinnych podkolanówkach. Tłuste dziewczątka,
/ które nigdy nie będą rodzić. Jednak
urodziłam.

Ledwie dostrzegalna na tle opisów żałobnych cielesność powraca z impetem w ostatniej części tomu, w cyklu zatytułowanym Transformatio – przeistoczenie. Martwe ciało ojca zostaje tu wymienione na pomnik i w ten sposób ocalone w sferze symbolicznej. Posąg zaczyna przemawiać we śnie. Co więcej, zwraca się bezpośrednio do swojej córki, opowiada o jej dzieciństwie od chwili narodzin, o nauce mówienia, pierwszych prezentach. Wspomina sytuację, w której dziewczynka rozbiła sobie kolana, skacząc z dachu garażu, a także moment, kiedy prosiła, by nauczył ją puszczać kaczki.

Co oznacza ta nagła przemiana? Oto ojciec staje się dla bohaterki tym, kim dla Urszuli był poeta z Czarnolasu. Ta śmierć okazuje się więc dokładną odwrotnością śmierci, która rozdzieliła Jana Kochanowskiego i jego córkę. Nieoczekiwana symetria nie tylko pozwala bohaterce uzyskać tożsamość, ale także jednoczy w nagłej komunii poetów z różnych epok. Zauważmy, co tak naprawdę się tutaj dzieje: Beata Patrycja Klary najpierw wciela się z postać Jana Kochanowskiego, co pozwala jej urodzić własnego ojca, a potem przemienia się w postać Urszuli, dzięki czemu naprawdę staje się jego dzieckiem.

Umiejętność przemiany ojca w dziecko i dziecka w ojca to niechybny znak, że mamy do czynienia z autorką dojrzałą i świadomą możliwości, jakie daje słowo. Beata Patrycja Klary doskonale sobie radzi z podwójną rolą, jaką przyszło jej odegrać. A przy okazji przypomina, że mamy prawo upominać się o nieśmiertelność.


Wiersze Beaty Patrycji Klary: zeszytypoetyckie.pl