Zagrywka wobec cierpienia

Marcin Orliński

(„Twórczość” nr 5/2014)

Krzysztof Jaworski, Do szpiku kości, Biuro Literackie, Wrocław 2013


Cierpienie przybiera często maskę śmiechu. Śmiech ma bowiem moc uzdrawiającą i oczyszczającą. Pozwala stworzyć dystans wobec trudnej do zniesienia rzeczywistości i odroczyć nieuniknione. W literaturze rzadko mamy jednak do czynienia z sytuacją, w której jego gromkie echo dociera aż do szpitalnych sal i zagląda w łóżka przerażonych pacjentów. Krzysztof Jaworski, jeden z naczelnych ironistów pokolenia „brulionu”, udowadnia, że za pomocą żartu można oswoić i spacyfikować nawet taką chorobę jak nowotwór.

Ironiczne rozsunięcie pojawia się już w tytule, który odczytuję nie tylko jako nawiązanie do popularnego związku frazeologicznego – być zepsutym do szpiku kości znaczy przecież: być całkowicie zdemoralizowanym, pozbawionym skrupułów – ale również jako osobliwą dedykację. Zachorowałem na raka, zdaje się mówić bohater, więc piszę książkę skierowaną do szpiku kości. Czyli: do mojego kruchego i rozpadającego się ciała, do trawionych przez chorobę ciał innych pacjentów, a wreszcie także – być może – do samej materii, z której wszyscy jesteśmy ulepieni. Straszny to adresat. Ale i zabawny.

„Dziś wystarczy mieć dziurę w dupie, żeby napisać powieść. – stwierdza Jaworski w pierwszym tekście – Ci, którzy mają dwie dziury w dupie, piszą powieści awangardowe. Tyle o fizjologii pisania.” Trudno uznać książkę Jaworskiego za powieść, ale nie sposób nazwać jej również tomem wierszy. To raczej zbiór próz poetyckich, wśród których zdarzają się zarówno dłuższe fragmenty narracyjne, jak i krótkie utwory liryczne czy aforyzmy. Warto zwrócić uwagę, że tytuły poszczególnych tekstów zaczynają się od pytajnika „dlaczego”, jednak żaden z nich nie kończy się znakiem zapytania. Pytania – również te pytania najtrudniejsze: o przyczynę choroby, o rokowania, a wreszcie także o śmierć – okazują się retoryczne. Tak jakby Jaworski w ogóle podważał sens ich zadawania.

W utworze Dlaczego dostałem raka autor stwierdza: „Bo jestem złym człowiekiem”, „Bo nie ma we mnie pokory”, „Bo proces uzdrawiania to proces przebaczania, a ja nie potrafię przebaczać. Pamiętliwy ze mnie skurwysyn”. „I żyję przeszłością, a inni mają gorzej”. „Dlatego”. Ironista nie może sformułować żadnego problemu w sposób poważny, ponieważ nie wierzy w zasadność takiego aktu. Słowa z gruntu nie pasują do trudnej i złożonej rzeczywistości, jedyne więc, co pozostaje, to zabawa, gra z konwencją, zmiana masek.

Przywołajmy słynną definicję ironii Richarda Rorty’ego. Ironiści „nigdy nie są do końca w stanie traktować siebie poważnie, bowiem cały czas mają świadomość, że słowa, za pomocą których opisują siebie, podlegają zmianie, stale pamiętają o przygodności i kruchości swych finalnych słowników, a przeto i swoich jaźni”. Ironiczny dystans wobec świata bliski jest również Kierkegaardowi, który pisał, że „cała rzeczywistość stała się obca ironicznie usposobionemu podmiotowi, a z drugiej strony i on stał się obcy rzeczywistości”. Postawę ironiczną autora Choroby na śmierć cechuje przede wszystkim negatywność. Ironia niczego bowiem nie ustanawia, a wyłącznie neguje.

Jak zauważa Marek Bieńczyk w książce Melancholia, maska ironiczna może jednak pełnić dwojaką rolę. Według Baudelaire’a humor wzmaga i zwielokrotnia doświadczenie melancholijne, zamykając ironistę w straszliwym więzieniu. Z kolei u niemieckich romantyków śmiech ma moc wyzwalającą. „Melancholia inscenizuje często spektakl, w którym potrzebne są dary aktorskie i dzięki któremu zadumany myśliciel potrafi wznieść się ponad świat i odgrodzić się, przybierając różne maski ironii i humoru, od swego smętku”. To chyba przypadek Jaworskiego.

Ironiczny dystans nie oznacza, że przedmiot opisu znika lub zostaje unieważniony. Przeciwnie. Zaczyna się jawić w odmienny sposób, nabiera nowego blasku. Nie ufając tradycyjnemu dyskursowi, Jaworski sięga po jego negatyw. Odwrócona optyka okazuje się bardziej wiarygodna. Pisarz zdaje się więc sugerować następującą perspektywę: o czym nie można mówić, z tego należy się śmiać. Żart jawi się tu jako swoiste rozszerzenie języka, a więc również jako narzędzie epistemologiczne: „Stół z powyłamywanymi nogami. Panny z powycinanymi cyckami.// Czy pójdę do piekła?” (Dlaczego refleksja w poczekalni rehabilitacyjnej).

Ta osobliwa strategia przybiera bardzo różne formy. Na przykład w utworze Dlaczego prawdziwe sny autor naśmiewa się z tradycyjnej psychoanalizy: „Śni mi się, że obdzierają mi ze skóry dłonie, ręce. Rozrywają wnętrzności. Śni mi się moje ciało rozszarpywane na strzępy. Przeżywam swoją śmierć. Umieram na wiele sposobów. Zasypany żywcem. Utopiony. Ale to rozszarpywanie powtarza się najczęściej. Ale nic to. To pewnie moja podświadomość mówi mi, że chciałbym sobie zaruchać, tylko nie potrafię wyrazić tego słowami. Tak. Na pewno chodzi o dymanie. Można spać spokojnie”. Warto zauważyć, że skalpel ironii skierowany jest tutaj ku tkance teorii, dzięki czemu bohater może zupełnie poważnie wyrazić kilka swoich obaw i lęków.

W podobny sposób obchodzi się Jaworski z dyskursem teologicznym. Bohater układa na przykład własną, oryginalną modlitwę: „Boże niekończących się korytarzy. Módl się za nami. Boże wkurwionych na cały świat. Módl się za nami. (…)” (Dlaczego jedynie żarliwa modlitwa). Ze względu na wulgaryzm trudno mówić w tym wypadku o pacierzu w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, a jednocześnie nie sposób odmówić mu charakteru czynności kultowej. Jaworski dokonuje ironicznego zawieszenia, które znaczy mniej więcej tyle: nie jest tak, że się modlę, i nie jest tak, że się nie modlę. Analogiczny zabieg stosuje Jaworski w utworze Dlaczego studium utraty: „I uczynił Wielki Aptekarz tramal. I tramal był dobry. I tak upłynął poranek, i noc, i dzień pierwszy. I drugi tak samo upłynął. I trzeci. I czwarty takoż. Dnia piątego objawił się ketonal, i taka maść do smarowania żył, żeby szybciej goiły się ślady po nakłuciach igieł, ale nie pamiętał jej nazwy. I orzekł, iż były dobre.”

Maskarada, której doświadcza czytelnik, nie jest więc przypadkową, wiejską zabawą, na której w rozpaczliwym, pijackim uścisku tańcują sens z bezsensem. Nie, to dobrze zorganizowana i w pełni monitorowana impreza karnawałowa. „– A teraz, mój drogi chłopcze – powiedziała Róża – życie każe ci się schylić po mydło.”, pisze autor w utworze Dlaczego Mały Książę. Z kolei w tekście Dlaczego pamięć dodaje: „Życie coraz częściej przypomina mi dialog z Mistrza i Małgorzaty. ‘– Piwo jest? – Nie. – A co jest? – Napój morelowy, ale ciepły. – Niech będzie’./ Niech będzie.”.

Instrumenty ironii służą wreszcie autorefleksji. „I już wiem, co jest ze mną nie tak./ Wpadłem po prostu w złe towarzystwo./ Swoje własne.” (Dlaczego w momencie absolutnego naświetlenia). Humor pełni tu funkcję środka przeczyszczającego, podobnie zresztą jak w utworze Dlaczego podróże w czasie, w którym autor nawiązuje do swojej własnej twórczości sprzed lat: „Kiedyś napisałem w jednym z wierszy, że ‘chciałbym być chory na raka albo inne nieuleczalne świństwo’. Wnioski: marzenia się spełniają. Chciałbym móc wrócić do tej chwili, ujrzeć siebie wtedy, dwudziestodwuletniego skurwiela, spojrzeć w ten nadęty, pierdolony ryj i powiedzieć: – Na drugi raz, zastanów się, zanim coś napiszesz, chuju tępy.”

Refleksja ironiczna wydaje się więc specyficznym, bo podwójnym, sposobem patrzenia na rzeczywistość. W rozdziale Dlaczego jednak nie zostanę pisarzem Jaworski odpowiada na zadane pytanie i jednocześnie naigrywa się z dyskursu, na gruncie którego zostało ono postawione: „Bo czyż charakteryzuje twórczość mą lekki, a wyrafinowany styl? Czyż osobowość moja zachęca wielbicieli, czyż jawię się jako barwny portret jednego z niedoścignionych talentów nadchodzącego wieku, a czyż zajmował mnie ubiegły ze swoimi podstępnymi parkosyzmami: wojnami, rewolucjami, totalitaryzmami, powstaniami, dyktaturami? Wszystkich tych wydarzeń – a także kluczowego dla tej epoki losu człowieczego – nie ma u mnie; wreszcie gdzież wnikliwość moich dzieł potwierdzająca zdumiewającą skalę mej artystycznej różnorodności, o duchowej głębi i wrażliwości nie wspominając?”.

Do szpiku kości to projekt poważny. Chciałoby się rzec: śmiertelnie poważny. I z pewnością można w nim znaleźć cechy estetyki melancholijnej, o której wspominał w swoim studium Bieńczyk: „skłonność do prawdziwej, ale i pozornej, symulowanej erudycji; jej grę literacką, tkającą gęstą sieć odniesień, prawdziwych i fałszywych, autentycznych i quasi-autentycznych; jej manię kryptocytatu i cytatu, który jest okrężnym, paradoksalnie najbardziej może intymnym sposobem osobistej ekspresji” . U Jaworskiego paradny nastrój i atmosfera zabawy okazują się tak naprawdę jedyną możliwą zagrywką wobec cierpienia. Bo przecież taka jest właśnie rola fajerwerku: przesłonić na chwilę czarne niebo, zakreślić na nim kilka czerwonych lub niebieskich wzorów, pozostawić w nozdrzach drażniącą woń prochu.