Corpolife

Marcin Orliński

("Tygodnik Powszechny" nr 19/2011)

Kira Pietrek, Język korzyści, WBPiCAK, Poznań 2010


Rozwój niektórych poetów przed debiutem można obserwować latami. Biorą udział w konkursach poetyckich, publikują dziesiątki wierszy w prasie literackiej i za wszelką cenę starają się być widoczni. Kira Pietrek raczej nie rozpieszczała czytelników. Debiutancki tom wierszy Język korzyści poprzedziły jedynie publikacje w antologii Słynni i świetni oraz w „Ósmym Arkuszu Odry”. Na co dzień Pietrek zajmuje się grafiką. Za projekty reklamowe otrzymała zresztą kilka znaczących nagród.

Kira Pietrek w karykaturalny sposób pokazuje świat korporacji. Obnaża śmieszność życia człowieka, który jest zniewolony przez codzienne przyzwyczajenia, a na rzeczywistość patrzy przez pryzmat najbardziej podstawowych potrzeb: jedzenia, wypróżniania się i seksu. Bogactwo języka młodej poetki zdaje się wynikać z umiejętności swobodnego łączenia mowy potocznej z językiem reklamy, plotki czy informacji prasowej. Język korzyści spełnia więc w pewnym stopniu postulaty, jakie niektórzy krytycy stawiali ostatnio młodej poezji. Miało być więcej życia? To jest. Zaangażowania społecznego? Proszę bardzo! Jestem jednak pewien, że nie dzięki życiu i nie dzięki zaangażowaniu społecznemu poezja Kiry Pietrek godna jest uwagi. Największą rolę odgrywa tu bowiem ironia, która pozwala poetce osiągnąć efekt pozornej bylejakości, a przy okazji utrzymać czytelnika w napięciu.

Jeśli obowiązują jeszcze poetyckie podziały, to poezję Kiry Pietrek należałoby pewnie umieścić w nurcie Marcina Świetlickiego. Z delikatnym zastrzeżeniem, że nazwisko autora Zimnych krajów odnosi do zjawiska międzypokoleniowego i obejmuje dziedzinę zainteresowań tak różnych autorów, jak Darek Foks, Adam Wiedemann, Jaś Kapela czy Dorota Masłowska. Co najbardziej warto docenić u młodej poetki? Myślę, że lekki styl i bezkompromisowość. I choć nadmiar fizjologii może chwilami męczyć, a perspektywa – wydawać się nieco jednostronna, to wszelki niedosyt rekompensuje spójna narracja i – nie bójmy się takich słów – dowcip i elokwencja. Wulgarność i szybkie tempo życia to chleb codzienny w branży reklamowej. A poezja Kiry Pietrek taka właśnie jest: powstaje w firmowej łazience, przed automatem do kawy, wśród produkcyjnych statystyk, w internetowym banku fotografii.

Opowieść to zresztą nie jedyna forma rozprawiania się poetki z otaczającym światem. Obok historyjek z ubikacji, anegdoty o ostatnich dniach koleżanki w firmie, czytelnik znajdzie tu także lirykę gęstą, sięgającą do tradycji strumienia świadomości. Efekt zderzenia scen z życia w wielkiej firmie z opisami masowego chowu świń i wulgarnym erotyzmem jest – jak się można domyślać – mocny i może wywoływać odruchy zwrotne. Niektórzy mogą nie lubić takich obrazów. Niektórym pewnie nie spodoba się epatowanie mową potoczną i wszechobecna, brudna seksualność. Ale ja, z małymi może zastrzeżeniami, kupuję ten przekaz. Język korzyści to książka zabawna i gorzka. Nade wszystko jednak – do bólu dzisiejsza.